Prawnik w rzeczywistości

Wszelkie sytuacje prawno-formalno-urzędowe mnie przerażają, odpychają i nie chcę ich przechodzić. Pewnie uratowałaby mnie przed tym strachem znajomość prawa, znajomość procedur urzędowych i sądowych, ale nie chcę się w nie wgłębiać. Jestem zwykłym obywatelem, który próbuje przejść prosto przez życie, nie oszukuje, nie kradnie, przechodzi na pasach. Jest duża szansa, że uda się przejść tak bez kolizji z prawem, ale szanse są marne. Kiedyś każdego dopada. I mnie też dopadło – postępowanie spadkowe, kłótnie i zawirowania rodzinne. Postanowiłam iść do prawnika, który, jak pokazują amerykańskie filmy i „Prawo Agaty”, będzie walczył jak Rejtan o mój interes i dochodził prawdy 24h na dobę nie jedząc i śpiąc w samochodzie.

Pomoc z polecenia

Trafiłam do prawnika z polecenia – dobry, doświadczony, uczynny miły, znający się na rzeczy, z ambicjami. Weszłam do kancelarii, spojrzałam na niego i już wiedziałam, że chemia nie pójdzie. Potem spotkanie, rozmowa jedna druga piąta – coraz bardziej wiedziałam, że chemia nie pójdzie. Z różnych względów musiałam się na niego zdecydować dla ułatwienia sprawy, szybkości i efektywności postępowania. Chemia coraz bardziej nie teges – myślę sobie, daj człowiekowi szansę. Poszłam tym tropem, dałam szansę wcześniej zastanawiając się chwilę dlaczego właściwie nie lubię go. Wyszło mi, że nie dopuszcza do głosu, nie słucha, nie ma pomysłów, strategii – jest formalistą, który doskonale zna terminy i czasy, ale nie ma iskry, której oczekiwałabym od prawnika.

Wie co robi

Prawnik to dla mnie jak spowiednik – wszystko wie, nic nie może powiedzieć, a powinien działać w interesie klienta. Chcąc nie chcąc idę z nim dalej w parze, uruchamiając przy każdym spotkaniu coraz większe pokłady energii i cierpliwości. Jednak ta znajomość wywołała we mnie pytanie – czy gdybym sama wiedziała jak stosować prawo w życiu to spotkania w kancelarii byłyby konieczne. Wniosek niestety okazał się dość prosty – wtedy zostałabym pewnie prawnikiem, takim z amerykańskich filmów i „Prawa Agaty”. Jednak na kanwie doświadczeń własnych zapytałam innego adwokata czy uczą na prawie zachowań na sali sądowej, budowania strategii, retoryki i temu podobnych przedmiotów, które mają znaczenie dla wygranej. Odpowiedź była jednoznacznie negatywna – nie uczą. Wpajają do głowy kodeksy, paragrafy, historię, ale nie mówią, jak należy traktować i współpracować z Klientem, jak mówić czy budować napięcie.

Szanuj klienta

W końcu gdyby nie klienci, którzy nie poruszają się swobodnie w przepisach, prawnicy nie mieli by zajęcia oprócz studiowania ustaw czy analizowania konstytucji. Jak wszędzie na rynku, również grono palestry opiera się na popycie i podaży. Prawników dużo jest, ale wybór ograniczony jak się człowiek zagłębi w poszukiwaniach. Więc drodzy szanowni prawnicy – oglądajcie amerykańskie filmy i bierzcie przykład z tej fikcji. Bądźcie jak Erin Brokovich i walczcie o swoich klientów, a oni zdecydowanie wam odpłacą podobną postawą. Pamiętajcie, że wasi klienci idą po pomoc. Nie wykład z przepisów, nie opis zdarzeń, ani nie tłumaczenie rubryk w formularzach. Idziemy jak do wybawicieli z opresji, wsparcia w trudnym i ostatnim ratunku w niemożliwym.

Podsumowanie

Mamy nadzieję, że na pewno wiecie więcej, możecie bardziej i myślicie szybciej. Pomimo, że tak nie jest, liczymy na wasz spryt, kreatywność, dobrą wolę i przede wszystkim oddanie. W końcu oddajemy się w wasze ręce, często dosłownie. Oczywiście wiadomo, że prawnik też człowiek i może mu również nie zagrać chemia z klientem albo zwyczajnie nie chcieć się podjąć zadania, zwłaszcza obrony trudnej w sprawie emocjonującej. Jednak wolny wybór, wolny rynek, wolna wola….